Yc...yc...yc...puc... 2005-07-14 19:59:28

Szerokie okna domu Państwa Potterów pokryła gruba warstwa śniegu, która co chwilę spadał na ziemię. Potterowie byli bardzo zamożną rodziną, więc mogli pozwolić sobie na duży okazały dom, który podziwiany był przez każdego przechodzącego tą okolicą. Składał się on z ośmiu dużych pokoi, gdzie pełno było czarodziejskich urządzeń. W jednym z tych pokoi mieszkała Jackie będąca jedyną córką państwa Potterów. Jej okno jako jedyne w całym domu było ozdobione witrażami i przeróżnymi zdjęciami, które przeszkadzały w dojściu promieni słonecznych do pokoju. Ściany pokoju pomalowane były niezbyt porządnie na kolor kremowy, co zupełnie nie pasowało do wystroju pokoju. W rogu stało łóżko zawsze porządnie posłane przez panią Potter. Na półkach szafki stojącej na końcu pokoju leżały książki i zabawki z dzieciństwa. Jackie miała do nich duży sentyment więc nigdy by ich nie wyrzuciła. Z zalepionego okna plakatami widać było Czarne włosy Jackie i brązowe oczy, które co chwile przemieszczały się po kartkach książki posiadającej tytuł „Podręcznik do Historii Magii”. Do pokoju pewnym krokiem z praniem weszła pani Potter. Była ona bardzo chudą czarnowłosą kobietą, która lubiła porządek w domu i krzyczała na każdego, który poplamił jej nowy dywan w salonie. Wyglądała prawie identycznie jak Jackie, lecz oczy miały kolor jasnego błękitu. Czerwone prawie bordowe usta zawsze były ułożone w szczerym uśmiechu, niezależnie do jakiej sytuacji, a kościste policzki zarumienione niczym rumieńce u jabłka. Uśmiechnęła się pieszczotliwie do Jackie i spytała.
-Czy ty nigdy dziecko drogie nie będziesz porządkować- obejrzała się po pokoju, po którym porozwalane były przeróżne bluzki Jackie.
-Mamo poco porządkować jak i tak prędzej czy później zrobi się bałagan- prychnęła wyglądając z pod książki.
-Bardzo śmieszne. Niedługo będzie obiad, zejdź zaraz na dół.
-Dobrze- Jackie rzuciła retoryczne spojrzenie na otwarte okno. Na parapecie usiadła czarna jak węgiel sowa trzymająca w swoim dużym dziobie kopertę. Dziewczyna wyjęła ptakowi list i otworzyła. W środku widniała kartka z napis:
Droga Jackie!
Piszę ten list do ciebie, bo twój brat dziś strasznie mi dokuczał…
No, mnie może aż tak bardzo nie, ale Severusowi!
Nabił mu cztery guzy na twarzy!
Mam nadzieję, że u ciebie miło i spokojnie miną święta, a w
Szczególności nie ma twojego brata.
Nie wiem zupełnie czemu on tu został! Chyba po to by mi dokuczać!
Nie wiem czy ciebie to uciszy, ale znalazłam to zdjęcie podarte,
Więc skleiłam i postanowiłam tobie je wysłać.
Życzę Ci miłych świąt i pozdrów ode mnie twoją mamę
Twoja przyjaciółka
Lily Evans

Jackie uśmiechnęła się do kartki, po czym przylepiła ją na swoją korkową tablicę pełną zapisków.
-Jackie obiad!- krzyknęła z dołu Pani Potter. Dziewczyna posłusznie zeszła na dół. Zacisnęła rękę na klamce i weszła do kuchni. Na krześle przy drewnianym stole siedział Pan Potter, czytający gazetę. Obdarzony był on w tak samo czarne włosy i piwne oczy jak jego córka, lecz każdy bez wyjątków w domu Potterów różnił się czymś od siebie. Ojciec Jackie w przeciwieństwie do niej miał strasznie ostry charakter. Każdemu w rodzinie przydzielał obowiązki, z których musiał się codziennie wywiązywać. Jackie była zawsze wywyższana przez ojca szczególnie przy Jamesie, na którego wpływało to negatywnie i dokuczał swojej siostrze. Mimo wszystko bardzo kochał oboje dzieci i starał się by miały dużo ciepła w domu.
-Jackie nic nie opowiedziałaś nam o szkole. Jak tam nauka tobie idzie?- spytał zerkając na nią podejrzliwie.
-Dobrze. Przecież wiesz, że mam zawsze najwyższe stopnie.
-No, tak a co z Jamesem? Czemu do nas nie przyjechał? Pewnie chcę spędzić trochę czasu ze swoją dziewczyną. Jako ona miała na imię? Ah, tak Lily Evans.
-Co? Ona nie jest jego dziewczyną tatuśku. James znowu chciał się pewnie czymś przed tobą popisać- zaśmiała się Jackie i zamoczyła swoją łyżkę z kaszce.
-Cały Jamesik. Nie ma się czym popisać. Ile w tym półroczu szlabanów dostał?
-Trzydzieści z pewnością.
-Oj, oj, oj…
-A Lily tak naprawdę to go tatuś nie lubi. James dokucza jej strasznie, ale to tylko chęci popisywania się przed nią.
-Rozumiem to. W zupełności tak jak ze mną i z twoją matką.
-No co ty tato?
-Tak było naprawdę. Drażniłem ją i uważałem się za władcę całego świata, a teraz widzisz jaki jestem.
-Pokorny i spokojny- wtrąciła mama całując męża przed wyjściem do pracy.
-No to dozobaczyska. Jackie nie czytaj za dużo bo oczy Ci wysiądą i będziesz musiała okulary nosić jak twój brat, a ty kochanie nie sprzątaj zbytnio bo masz uczulenie na kurz- powiedział i wyszedł z domu.
-Jackie jak Ci się układa z Syriuszem?- spytała mama siadając koło niej.
-My ze… yy… dobrze. Idę dalej tego… czytać bo mam sprawdzian po feriach.
-Dobrze, jak chcesz- Jackie pobiegła do pokoju zatrzaskując z łoskotem drzwi. Nieco posmutniała, dotykając czerwonego klejnotu wbitego w klatkę piersiową. Czemu on ją ciągle obchodzi? Przecież go nie cierpi, tak miej więcej jak Lili Jamesa. Nagle na kolano usiadła jej sowa z listem. Otworzyła go powoli i odczytała:
Kochana Jackie!
Mam nadzieję, że miło spędzasz czas w czytaniu książek
I przygotowywaniu się do sprawdzianów
Bo ja tak. Moja rodzina jest tak upiardliwa ciągle
Czegoś ode mnie chcą i nie mogę w spokoju się pouczyć!
A Ci mugole kręcą się w mojej okolicy. To jest strasznie wkurzające
Tak, sobie pomyślałem, że może jak tobie też
Się nudzi to mogłabyś do mnie przyjechać na powiedzmy dwa/ trzy dni
Spytaj się swoich rodziców moi już pozwolili.
Przyślij sowę jak co.
Całuje
Russel

Jackie ze szczęścia padła na łóżko. Zainteresował się ją starszy chłopak! I to przystojny! Dziewczyna zasiadła przy biurku i wzięła się za pisanie listu do Lily i Diny.

skomentuj (1)

I find my love? 2005-07-14 11:50:46

Dwór wypełniony był tryskającą wokół świąteczną radością. Z białych chmur powoli spadał śnieg na ogołocone z liści drzewa. Okna zaśnieżonego zamczyska ozdobione były w zwisające sople, z których powoli na ziemię skapywały krople wody. Z jednego z tych okien można było dojrzeć trzy łóżka, na których spały 16-letnie dziewczyny. Jedna była piegowata i posiadała rude jak lis włosy, druga obdarzona w grube, brązowe włosy, a trzecia miała zupełnie nietypową urodę. Jej włosy połyskiwały czarnym blaskiem na poduszce, a brązowe oczy lekko otwarte wyglądały na bardzo bystre i inteligentne. Dziewczyna przewracając się na drugi koniec łóżka uśmiechnęła się do padającego za oknem śniegu. Rudowłosa Lily Evans spojrzała z zaciekawieniem na własny zegarek, nie wierząc, że jest już dziewiąta trzydzieści.
-Dziewczyny wstawajcie! Już dziewiąta trzydzieści zaraz lekcje będą!- wrzasnęła i zerwała kołdry z przyjaciółek.
-Zanim cos powiesz zastanów się jaki jest dzień!- mruknęła Jackie robiąc chytrą minę.
-Kochana dziś mamy Sobotę…- zaśmiała się Dina biorąc szczotkę do włosów.
-Aha… no tak- odpowiedziała speszona Lili.
-A poza tym dziś wyjeżdżamy. No… może oprócz ciebie Lilka i mój ukochany braciszek też zostaje. Na pewno będziecie się świetnie bawić- Lili zrobiła przerażoną minę.
-O… nie.
-Hehe… może nawiążesz z nim jakąś więź- Jackie oberwała poduszką w głowę- Te święta będą najgorsze ze wszystkich. Boję się moich rodziców- Dziewczyny pożegnały się z Lilką, po czym wyszły z zamku. Na dworze panował przeszywający chłód. Na policzkach Jackie pojawiły się wielkie czerwone rumieńce, przypominające rumiane jabłko. Czapka na czarnych włosach po chwili pokryła się gęstym śniegiem, który usiłowała strzepnąć. Nagle z oddali usłyszały wielki gruchot, spowodowany czarno-czerwonym pociągiem, który właśnie nadjechał. Czarnowłosa postawiła zimowy but na schodku pociągu, a zaraz potem poczuła na swojej zielonej rękawiczce dłoń Blacka.
-Czekaj- mruknął.
-Black ja na prawdę nie mam…
-Ale ja mam.
-Wiesz. Jesteś identycznie arogancki i bezczelny jak mój brat.
-Nie musisz mi tego mówić. Poza tym chciałem dać Ci coś co chciałem dać kiedy byliśmy jeszcze razem- w otwartą dłoń Jackie wsadził łańcuszek z księżycem.
-A po co mi to.
-Masz to nosić. A po co są łańcuszki co? Chyba nie skonsumujesz tego nie?- Jackie prychnęła i schowała łańcuszek do torby. W pociągu unosił się zapach skórzanych siedzeń. Dziewczyna przeszła wąskim korytarzem, do w miarę wolnego przedziału. Na skórzanej ławce Siedział chłopak. Końce jego ciemnobrązowych włosów podwijały się przy uszach, a niebieskie jak bezchmurne niebo oczy wpatrzone były w obraz za oknem. Na drugiej ławce siedział zupełnie innej urody chłopak. Miał blond włos, a oczy piwne jak oczy Jamesa Pottera.
-Możemy się przysiąść?- spytała patrząc na obojgu. Chłopak odwrócił się od okna i spojrzał na Jackie swoimi niebieskimi oczami.
-Jasne- odpowiedział i przesunął się w stronę okna. Jackie i Dina usiadły razem na wolnej skurzanej ławce- a wy skąd?
-Z Gryffindoru rocznik szósty. To jest Jackie a ja Dina- uśmiechnęła się puszczając oczko do blondyna.
-My siódmy też Gryffindor. Mike jestem.
-A ja Russel- przechylił głowę uśmiechając się miło. Jackie oblała się rumieńcem i retorycznie odwróciła swój wzrok na okno. Śnieżne pola zmieniły się w białą strzałę. Dziewczyna zaczynała przysypiać. Oczy powoli się przymykały. Nagle poczuła jak ktoś podsunął jej poduszkę pod głowę, lecz nie miała już sił spojrzeć kto. „Kto wie”- pomyślała- „Może te święta będą jednak wyjątkowe”.

skomentuj (0)

The kiss 2005-05-30 18:44:57

Notka taka trochę wątła. Po prostu nie chciało mi się :/.

Jackie powoli otworzyła zaspane powieki. Dziewczyna usiadła na łóżku, niezauważając twarzy przyjaciółek, bacznie obserwujących każdy jej ruch. Nagle głowę Jackie przeszył straszny, przeciągający się ból. Z powrotem upadła na miękką poduszkę. Czemu akurat ją prześladował jakiś wampir? Na czystą pościel z oczu Jackie poleciało kilka łez, przepełnionych smutkiem i żalem. Rudowłosa spojrzała na nią z obawą i zapytała.
-Czemu płaczesz głuptasku?
-Bo… ja… nie chcę o tym mówić- Dina spojrzała ze zrozumieniem na koleżankę i usiadła na łóżku.
-No… dobra, ale jak coś to jestem w Pokoju Wspólnym- powiedziała Lili podejrzliwym wzrokiem badając Jackie.
-A… po co idziesz?- spytała Dina uchylając oczy znad książki.
-Ja… po… po nic- Evans wyszła z dormitorium zamykając szczelnie drzwi. Jackie usiadła przy oknie. Na dworze siedział Black wrzucając kamienie na zamarzniętą taflę jeziora. Dziewczyna opierając się o parapet zjechała na ziemię. Schowała twarz w kolana i zaszlochała. Czemu on jej to zrobił? Zranił jej uczucia. Jackie straciła zupełnie do niego sympatię i wręcz zaczęła go nienawidzić. Dziewczyna sięgnęła po zdjęcie stojące na jej szafce nocnej. Rzuciła ostatnie spojrzenie na ilustrację, na której widniał chłopak całujący dziewczynę po czym z nienawiścią przedarła ją. Spojrzenie stało się nienawistne, pełne złości i zazdrości. Jackie zacisnęła pięść i ze złością wybiła szybę okiennicy. Ręka Jackie zaczęła krwawić strumieniami. Diana spojrzała na nią z przerażeniem.
-Jackie, co ci jest?!- spytała. Jackie nie odpowiedziała na zadane jej pytanie. Znów zaczęła gęstnieć śnieżna mgła. Jackie popędziła przed siebie. Z oczu lały jej się łzy, a serce bardzo bolało. Przed nią ponownie stanęła kobieta. Na łańcuszek zawieszony na szyi dziewczyny wbiła czerwony klejnot z napisem „ Querio Zu Wu Ma”. Kobieta chwyciła Jackie za rękę i odpłynęła w siną dal. Dziewczyna otworzyła oczy patrząc w dół. Powoli spadała z okna dormitorium dziewczyn.
-Aaaaaa!- wrzasnęła. Syriusz Black odwrócił się patrząc z przerażeniem na spadającą Jackie. Podbiegł szybko do ściany zamku i złapał w ramiona swoją byłą dziewczynę. Jackie spojrzała mu w oczy pełne rozpustu. Ze złością zerwała się z jego objęć.
-Ej, Potter? Właśnie uratowałem ci życie!- krzyknął.
-Mam ci może dziękować?
-Tak.
-Ja jednak myślę, że nie. Przez ciebie wybiłam szybę głupku ty jeden! Zniszczyłeś mi serce i moje uczucia! Nie pomyślałeś może, że ja chcę się zabić?!- Black zrobił przerażoną minę.
-Co? Chciałaś się zabić z mojego powodu? To chyba jednak nie jestem taki zły co?- zażartował. Jackie spoliczkowała go mocno ze złością i nienawiścią.
-To nie czas na żarty Black. Mam ciebie dosyć- rzekła wyniośle i pognała w stronę drzwi zamczyska. W środku paliło się ze sto świec. Dziewczyna weszła przez dziurę w portrecie i powolnym krokiem weszła do Pokoju Wspólnego. Jackie cofnęła się nieco, widząc rozmawiającego brata z Lili Evans.
-Odczepisz się w końcu ode mnie czy nie?!- krzyczała dziewczyna.
-Nie, nigdy. Evans czy ty nie widzisz, że się mnie tak łatwo nie pozbędziesz?
-Nie.
-No, właśnie.
-Dałeś mi popalić przez te wszystkie lata nie wiesz o tym?
-Wiem, ale ty mnie też, a może chcesz więcej?- spytał i podszedł do dziewczyny. Objął ją delikatnie w tali. Lili przybliżyła swoją twarz do jego i pocałowała. Dziewczyna zaczęła lekko mierzwić mu włosy, a drugą ręką dotykała gładkiego policzka. Oczy Jamesa były lekko przymknięte, a usta nieśmiały oderwać się od partnerki. Jackie wytrzeszczyła na nich oczy i uśmiechnęła się lekko. Lili odkleiła się od chłopaka i zrobiła zdziwioną minę.
-Co ja najgorszego robię?- spytała sama siebie załamana i pobiegła do dormitorium. Jackie nie wytrzymała i wybuchła śmiechem w Prost na twarz swojego brata.
-Hej, no Romeo- zaśmiała się.
-Strasznie śmieszne- James uśmiechnął się od ucha do ucha.
-Poprawiłeś mi trochę humor tym pocałunkiem braciszku.
-Tak, słyszałem o tobie i Syriusz…
-Nie wymawiaj przy mnie tego imienia- dziewczyna posmutniała i popędziła do dormitorium. Black phi… głupek jeden.


Podążam do Moskwy
W dół Gorky parku
Słucham wiatru zmian
W sierpniową, letnią noc
Żołnierz podaje przez…
Posłuchaj wiatru zmian

Słowa zamykają się tam
Czy możesz kiedykolwiek pomyśleć
Że my możemy być tak blisko
Kochania braci
Przyszłość jest w powietrzu
Mogę czuć ją wszędzie
Dmuchaj z wiatrem zmian

Ref:
Zabierz mnie do magicznych
Momentów
W sławną noc
Gdzie dzieci jutro
Będą spać daleko

Idę w dół ulic
Dalekie wspomnienia
Są zakopane w przeszłości razem
Podążam do Moskwy
W dół Gorky parku
Słucham wiatru zmian

Ref:
Zabierz mnie do magicznych
Momentów
W sławną noc
Gdzie dzieci jutro
Udzielają się w ich snach
Ze mną i z tobą
Zabierz mnie do magicznych
Momentów
W sławną noc
Gdzie dzieci jutro
Będą spać daleko
Posłuchaj wiatru zmian

Wiatr zmian dmucha prosto
Do twarzy czasu
Kochaj burzowy wiatr ten będzie pierścieniem
Dzwon wolności dzwoni
Pokojem umysłu
Pozwól zaśpiewać balalaika
Co moja gitara chce powiedzieć

Ref:
Zabierz mnie do magicznych
Momentów
W sławną noc
Gdzie dzieci jutro
Udzielają się w ich snach
Ze mną i z tobą
Zabierz mnie do magicznych
Momentów
W sławną noc
Gdzie dzieci jutro
Będą spać daleko
Posłuchaj wiatru zmian

Tłumaczenie by me. All right reserved!

skomentuj (1)

The rtrange lesson of potions 2005-05-30 16:49:31

Na złość tobie Łosiu dołożyłam ci więcej roboty :P.

Białe obłoki powoli przemieszczały się po Hogwarckich błoniach, przynosząc ciszę i spokój. Drzewa pokryte były cienką warstwą śniegu, który co chwilę z wielkim łoskotem osuwał na ziemie. W dormitorium dziewczyn paliło się małe światełko dające ciepło i otuchę. W zaśnieżonym oknie widoczne były brązowe oczy, wpatrzone gdzieś w otchłań, a także czarne, kręcone włosy opadające na ramiona dziewczyny. Z długich rzęs poleciały dwie łzy, pełne żalu i smutku. Na zaparowanej szybie dziewczyna narysowała wielkie przekreślone serce, po czym z urazą odsunęła się od okiennicy. Rozejrzała się po dormitorium. Wokół panował porządek, a w powietrzu unosiła się przyjemna woń goździków palących się koło jej łóżka. Koło łóżka Jackie siedziała Lili Evans, której oczy nad wyraz tryskały radością. Dziewczyna uśmiechnęła się bezbarwnie sama do siebie i ubrana w szkolny mundurek popędziła na lekcję Eliksirów.
***
-Black przepuść mnie- zawołała Jackie kiedy Black stanął jej na drodze.
-Nie mam zamiaru.
-Odczep się ode mnie wreszcie…- chłopak zatkał jej usta palcem.
-Posłuchaj mnie chociaż przez chwilę. Daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę
-Nie. Zdecydowanie nie. Co ty sobie myślisz Black co? Najpierw całujesz jakąś laskę pełną pudru, a teraz chcesz, żebym ci wybaczyła. Jaka ja jestem głupia, że słucham swojego sumienia. Mogłam posłuchać Lili. Ona wie jak to mieć do czynienia z głupkiem, a teraz jeśli łaska przepuść mnie- dziewczyna przepchnęła się koło niego lekko chłoszcząc włosami jego gładki policzek. Usiadła koło rudowłosej Lili, wyciągając podręcznik od Eliksirów. Do Sali wtargnęła chuda kobieta. Włosy zawinięte były w kok, a zielona szata podwijała się na rękawach. Profesora usiadła i wpatrując się w tablicę zapisała składniki potrzebne do eliksiru. Jackie wsypała kilka ziół, a Lili zajęła się innymi składnikami. Nagle Jackie usłyszała pełny zimna, kobiecy głos.
-Widzę ciebie Potter. Zabiję ciebie. Wyssę z ciebie krew do ostatniej kropli- dziewczynę po całym ciele przeszył dreszcz. Wszystko zaczęło robić się zimne i bardzo nieprzyjemne. Na ścianach pokrytymi pajęczynami zaczęły pojawiać się czaszki zmarłych ludzi. W Sali dominowała biel i czerń. Pomieszczenie wypełnione było lekką mleczną mgiełką. Jackie wstała ze swojego miejsca, wchodząc coraz głębiej w mgłę. Białe obłoki zaczęły zanikać, tworząc obraz bardziej widocznym. Przed Jackie stała kobieta, którą niegdyś spotkała w Zakazanym Lesie. Na bladej dłoni trzymała łańcuszek, z którego kapała krew. Podeszła do przestraszonej dziewczyny i nałożyła go na szyję. Kobieta powoli zaczęła zanikać w mgle, która znów zaczęła gęstnieć.
-Nie! Czekaj! Kim jesteś?!- zawołała Jackie, upadając na ziemię- Cholera! Czemu mnie prześladujesz wstrętny potworze!- dziewczyna znów znalazła się w klasie od eliksirów. Wszystko wróciło do normy, lecz Jackie nie była spokojna. Z czoła lał się pot, a oczy miała lekko przekrwione. Z minuty na minutę oddech stawał się coraz bardziej płytki. Lili Evans spojrzała na nią z niepokojem.
-Jackie, co ci jest?- spytała z troską w głosie.
-Ja… ja… ja… ja muszę… stąd wyjść- Jackie wstała ze swojego miejsca i skierowała się do drzwi.
-Panno Potter gdzie się Pani wybiera?- za plecami usłyszała zimny głos profesorki. Odwróciła się przodem do kobiety. Przed oczami zaczęło robić się ciemno i szaro. Dziewczyna upadła na ziemię z wielkim łoskotem. W uszach słychać było tylko pojedyncze głosy, aż zupełnie ucichły...
C.D.N

skomentuj (1)

Zdrada Syriusza 2005-05-14 11:22:00

Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam czasu. To jest ostatnia notka, którą piszą w trzeciej osobie. Oto i notka:



Jackie leżała na łóżku oświetlonym przez poranne ostre promienie słoneczne. Koło niej siedział przystojny chłopak, który co chwilę uśmiechał się do czarnowłosej dziewczyny. Syriusz trzymał mocno chudą rękę Jackie. Blade odbicie brązowych oczu dziewczyny wpatrzone były w nieokreślony punkt sięgający gdzieś daleko poza przestrzenią. Nagle do szpitala wbiegła Lili Evans, odgarniając rude kosmyki włosów z czoła. Usiadła na łóżku obok Jackie i uśmiechnęła się miło.
-Jackuś jak się czujesz, Co?- spytała, by dodać jej otuchy.
-Dobrze, ale to dzięki Syriuszowi. W nocy przyszedł tutaj i obserwował każdy mój ruch- zaśmiała się Jackie siadając na łóżku.
-Pytałem się pani Pomfrey kiedy będziesz mogła wyjść ze skrzydła…- powiedział Syriusz.
-Kiedy, kiedy, kiedy, kiedy?
-Jutro.
-Aaaaaa!- wrzasnęły obie dziewczyny i zaczęły tańczyć z radości.
***
Zaczęły się zimowe poranki, przynosząc ziąb i spustoszenie. Dach zamczyska pokryty był grubą warstwą śniegu, który czasem spadał na ziemię. Dnie w Hogwarcie wydawały się być nieskończenie długie. Jackie wraz z Lili i Diną czas spędzały w dormitorium, gdzie pochłonięte były w czytaniu różnych czasopism i książek. Nagle Lili wstała ze swojego łóżka i oznajmiła, że idzie do Wielkiej Sali. Jackie i Dina spojrzały po sobie i poszły za nią narzucając na siebie pelerynę niewidkę Jamesa. Rudowłosa dziewczyna weszła do Wielkiej Sali siadając koło Jamesa Pottera. Jackie wytrzeszczyła na nią oczy. Przecież ona nigdy koło niego nie siada i… nie gada z nim. Co w nią wstąpiło jakiś zły duch czy co? Dina uśmiechnęła się, patrząc w stronę Lili i Jamesa. Usiadły razem przy stole Gryffindoru dając trochę prywatności swojej przyjaciółce. Przy stole Slitherinu wszyscy siedzieli spięci jakby zaraz czekała na nich kara śmierci. Dina spojrzała na Jackie i powiedziała z powagą.
-Lili i James będą razem, ale trochę czasu minie, aż Lili go zaakceptuje.
-Czego ty nie powiesz? Oni są po prostu dla siebie stworzeni.
-Wiem, ale ciągle coś się z nim sprzecza.
-No, i co? Niedługo na pewno będą razem. Jak to pięknie brzmi Lili Potter… Dina co się tak na mnie gapisz.
-Lili za tobą stoi- Jackie odwróciła się do Lili. Na jej piegowatej buzi widniał zarys wrednego uśmiechu, a oczy skrzyły się złością w ostrych promieniach słońca. Dziewczyna usiadła obrażona koło Diny.
-Nie jesteśmy dla siebie stworzeni! Ja tylko po prostu chciałam się dowiedzieć co dziś rano robił Severusowi, że ma ubranie umazane jakimś eliksirem- odparła wyniośle i wytknęła język do Jackie.
-Już ty nam tu Lilka nie mydl oczu my wiemy i tak, że James jest dla ciebie stworzony- powiedziała Jackie i pobiegła do Pokoju Wspólnego. Siedział tam Syriusz, z butelką piwa w ręku. Jego czarno- brązowe włosy ładnie podkręcały się przy szyi. Jackie usiadła koło niego, patrząc na niego ze zdziwieniem.
-Hej, maleńka- krzyknął. Jackie zatkała mu palcem usta.
-Syriusz ty jesteś niepoważny! Znowu piłeś, tak?!
-Co w tym złego- dziewczyna wstała patrząc z obrzydzeniem na swojego chłopaka.
-Idę sobie. Śmierdzi od ciebie strasznie.
-Ej, lalka czekaj nie uciekaj!- Jackie pobiegła do dormitorium i padła na łóżko. Na szafce nocnej dziewczyny stało małe zdjęcie Syriusza machającego do niej. Co chwile całował w policzek czarnowłosą dziewczynę wpatrzoną w niego niczym w posąg. Z policzka Jackie zleciało kilka łez. Czemu on jest ostatnio taki dziwny? Dawniej był taki czuły i troskliwy, a teraz to tylko wódka mu w głowie, albo to może ja się zmieniłam przez to zadrapanie od wampira- pomyślała Jackie, dotykając wielkiego strupa na policzku. Nagle w lusterku ukazał się obraz kobiety. Jej białe włosy falowały lekko na wietrze, niebieskie, pełne zimna oczy patrzyły groźne na Jackie, a z białych kłów kapała powoli krew. Dziewczyna krzyknęła ze strachu i rozbiła lusterko o ścianę. Do dormitorium wpadła Lili i Dina z przerażonymi minami.
-Jackie, na Merlina co ci jest?!- wrzasnęła Lili.
-Nic, ja… tylko śpiewałam sobie- powiedziała patrząc gdzieś w kąt.
-Aha… to chodźcie może do Pokoju Wspólnego- rzekła Lili wciąż patrząc ze zdziwieniem na Jackie. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i wychodząc z dormitorium zamknęła szczelnie drzwi. W pokoju Wspólnym wszyscy uczniowie przepychali się między sobą. Dziewczyny usiadły na kanapie obitej czerwonym materiałem. Czerwono- żółte płomienie skakały wesoło w kominku trzaskając przy tym przyjemnie.
-Evans!- dało się słychać za plecami.
-Czego, Potter znów chcesz?!- spytała Lili patrząc Jamesowi prosto w oczy.
-Proszę Lili pójdź ze mną na randkę. Nic nie mów…- zatkał usta palcem dziewczynie-… dopóki nie wysłuchasz mnie do końca. Jak nie będzie ci się podobało to nie będę ciebie błagał. Proszę daj mi szansę Lili- dziewczyna spojrzała na niego z litością, ale po chwili się ocknęła i powiedziała stanowczo.
-Nie- Jamesowi pojawiły się łzy w oczach. Jackie wytrzeszczyła na niego oczy. „Mój brat nigdy przecież nie płacze. Co mu się stało? Matko to musi być poważne” pomyślała dziewczyna.
-W porządku, ale nie oczekuj ode mnie, że będę ciebie ciągle błagał. Pa, Lili- powiedział z wielkim żalem i pobiegł do dormitorium chłopców. Lili wściekła na samą siebie usiadła z powrotem na kanapę.
-Ech… no wiesz Lili, żeby tak powiedzieć „Nie”?- spytała Jackie i poszła po schodach w stronę dormitorium. Dziewczyna podniosła wzrok. Przed nią stał Syriusz, całujący się z jakąś dziewczyną. Chłopak odkleił się od dziewczyny i spojrzał na Jackie stojącą i patrzącą się na niego jak byłby posągiem. Syriusz otworzył usta, by coś powiedzieć lecz dziewczyna przerwała mu.
-Black, to jest koniec- powiedziała przez łzy Jackie wchodząc do dormitorium. „Jak on mógł mi to zrobić? Jaka ja jestem głupia, że w porę go nie wykryłam! Co za dureń! Tylko dziewczyny mu w głowie”- pomyślała i schowała głowę w kolanach.
-Nie cierpię go- mruknęła cicho i padła zmęczona na łóżko.

skomentuj (3)

Skrzydło Szpitalne 2005-04-22 17:15:45

Notka jest krótka bo nie miałam czasu napisać dłuższej. Dedykacja dla Kerline

Ciemnoczerwona krew powoli spływała po białych, a zarazem ostrych kłach kobiety. Szare, pełne zimna oczy wpatrzone były w kulącą się ze strachu Jackie. Kobieta podeszła do dziewczyny i swoim długim paznokciem przejechała po jej zarumienionym policzku. Strużki krwi spłynęły na ciemną szatę Jackie. Dziewczyna upadła na ziemię pokrytą czerwonymi i żółtymi liśćmi. Przed oczami miała tylko zamglony obraz białych kłów. Ból rozniósł się po całym ciele Jackie, niczym ukąszenie węża. Drżącą ręką sięgnęła po różdżkę, która znajdowała się w kieszeni szaty. Ostatkiem sił wypowiedziała zaklęcie „Wampirumlinterum”. Nagle kobieta zniknęła w oparach szarego dymu. Czarne włosy Jackie opadły bezwładnie na ziemię.
Poświata wieczornego księżyca przebijała się przez otwartą na oścież średniowieczną okiennicę Skrzydła Szpitalnego. Jackie opatulona grubą kołdrą leżała na łóżku w ogromnej Sali. Na drewnianych krzesłach koło jej łóżka siedziały dwie znajome osoby. Jackie otworzyła zaspane oczy i nieprzytomnie spojrzała na swoje dwie przyjaciółki.
-Jackie jak się czujesz?!- spytała Lili.
-Właśnie! My się cały wieczór zamartwiałyśmy, co się z tobą stało!- wrzasnęła Dina i rzuciła się na szyję przyjaciółki.
-Pani Pomfrey powiedziała, że trochę tu pobędziesz. Przynajmniej nie będę musiała przez kilka dni słuchać waszych kłótni- roześmiała się Lili i też przytuliła się do Jackie.
-Dziewczyny dusicie mnie!- krzyknęła Jackie.
-Przepraszam. Wiesz, że Syriusz się o ciebie martwił? Prawie zawału dostał!
-Jakiego ja mam cudownego chłopaka. Przyjdzie tu?
-Pan Głupi powiedział, że przyjdzie jutro z rana, a ty lepiej kładź się spać Jackie, bo musisz wypocząć- zarządziła Lili- Miłych snów- Lili zgasiła światło, które ciągle jeszcze paliło się w Skrzydle Szpitalnym. Jackie przymknęła oczy i zasnęła w błogiej ciszy pozostawionej przez jej przyjaciółki.
c.d.n

skomentuj (7)

Spotkanie 2005-03-18 18:14:01

Nio więc kochani nie przejmować się bo jeszcze ja tu jestem i będę pisać długo! Mam natchnienie na notki, więc będą ukazywać się co tydzień! Cieszyć się, bo inaczej będę bić :P.
Nad błoniami unosiła się biała, smutna mgiełka zasłaniając wszystko dookoła. Na dworze wiał silny, jesienny wiatr zwiewając przy tym pomarańczowe i złote liście. Czarne, nocne niebo usiane było tysiącami gwiazd, które migały co chwilę w stronę średniowiecznych okiennic zamku. Nagle z ciemnego lasu wyszła dziewczyna. Miała czarne, grube włosy, które rozwiane były przez wiatr, a piwne oczy świeciły się w białym świetle księżyca. Dziewczyna szła szybkim krokiem w stronę zamku rozglądając się uważnie na boki czy ktoś ją nie śledzi. Stanęła przed wielkimi, drewnianymi drzwiami. Kościstą dłoń położyła na czarnej klamce i powoli otworzyła drzwi. Znalazła się w Wielkim Holu, w którym paliło się kilka świec. Weszła po schodach na siódme piętro. Wisiał tam wilki obraz przedstawiający grubą kobietę.
-Hasło?- obraz przemówił grubym tonem.
-Ciemny Las- powiedziała dziewczyna i od razu obraz otworzył przejście do jakiegoś pokoju. Dziewczyna weszła przez dziurę do niego i usiadła na jednym z czerwonych foteli. Koło niej siedział chłopak o równie czarnych włosach jak jej. Jego twarz była oświetlana przez czerwony płomień palący się na grubej świecy. Smutne, brązowe oczy wpatrzone były w dziewczynę, która siedziała obok niego.
-Jak sobie poradziłaś?- spytał chłopak z nutą strachu w głosie.
-Było trochę trudno, bo Remus chciał mnie w pewnym momencie ugryźć…- powiedziała łapiąc z trudem powietrze- ale szybko go zgubiłam kiedy biegłam do zamku. Jestem zmęczona, idę do dormitorium. Dobranoc James- zawołała i weszła po schodach do dormitorium dziewczyn. Na oknie siedziała rudowłosa dziewczyna. Jej zielone, inteligentne oczy spojrzały w stronę Jackie.
-Gdzie ty byłaś, o tej porze? Martwiłam się o ciebie!- spytała Lily Evans unosząc brwi z nad ksiązki.
-Yyy… ja nigdzie… byłam na spacerze- dziewczyna spojrzała na nią podejrzliwe, a Jackie nie zwracając na to zupełnie uwagi położyła się do łóżka.
***
Agresywne promienie jesiennego słońca padały na ogromny zamek budzący się do życia. Prawie gołe już drzewa kołysane przez wiatr zrzucały swoje ostatnie liście. W dormitorium dziewczyn panowała cisza zakłócana czasem skrzypnięciem jakiejś deski w podłodze. Jackie leżała w swoim łóżku na miękkiej poduszce. Jej czarne włosy ładnie układały się podczas snu. Powoli otworzyła swoje zaspane oczy i przeciągnęła się. Odsłoniła czerwone kotary. Słońce zaświeciło na jej bladej twarzy na oznakę powitania. Dziewczyna rozejrzała się po dormitorium. Jej przyjaciółka Lily Evans siedziała na swoim łóżku ubrana w mundurek szkolny.
-Lily ty już ubrana?- spytała zdziwiona Jackie przecierając oczy.
-Tak, idę na śniadanie będę na ciebie czekać- odpowiedziała zamykając szczelnie drzwi. Dziewczyna sięgnęła po mundurek, który leżał na krześle zwinięty w kłębek. Zrzuciła z siebie pidżamę i ubrała się w mundurek. Zeszła szybko do Wielkiej Sali. Jak zwykle panowała tam magiczna atmosfera. Na czarnym niebie usianym gwiazdami wisiały płonące świece. Jackie usiadła na swoim miejscu przy stole Gryffindoru koło swojej rudowłosej przyjaciółki. Dziewczyna spojrzała w stronę swojego brata Jamesa Pottera. Stał twarzą w twarz z niejakim Severusem Sneapem. James podniósł różdżkę i wypowiedział jakieś zaklęcie, które sprawiło, że chłopak zawisł w górze.
-Zostaw go Potter!- Lily podbiegła do Jamesa i wrzasnęła- Expeliarmus!- Jackie widząc to całe zamieszanie podbiegła do nich. Severus opadł na ziemię i pobiegł bez podziękowania do stołu Slytherinu.
-Czemu ty go męczysz James?- spytała z wyrzutem Jackie patrząc w oczy chłopaka.
-Właśnie nie masz innych zajęć Potter?
-Nie, Evans. Co ciebie to obchodzi?
-Obchodzi mnie Severus wiesz? Nie chcę, żeby mu się coś stało!- wrzasnęła i wybiegła z Wielkiej Sali. Jackie rzuciła bratu groźne spojrzenie i pobiegła za przyjaciółką. Obie powolnym krokiem podążyły do Sali od Transmutacji. Dziewczyna usiadła przy jednej z drewnianej ławek i wyjęła książki. Do Sali wtargnęła Profesor McGonagal machając różdżką dookoła. Na tablicy pojawiły się białe litery. Jackie wyciągnęła zwoje pergaminu i zaczęła przepisywać kilometrowe notatki.
-Teraz Łapa. Odliczamy- dziewczyna usłyszała za sobą głos swojego brata- 3…2…1…- nagle wszystkie zwierzęta zaczęły zmieniać barwy, a ptaki wylatywały z klatek. Na ścianach wyrosły wielkie rośliny. Profesor McGonagal spojrzała na nich złowrogim spojrzeniem znad swoich okularów. Rośliny zaczęły coraz bardziej rosnąć i rosnąć, aż w końcu zarosły całą salę. Jackie wybiegła z pomieszczenia wraz ze swoją przyjaciółką.
-Potter Black macie szlaban!- wrzasnęła McGonagal bardzo zdenerwowana. Jackie nie chcąc słuchać wrzasków swojej nauczycielki wyszła na błonia. Wiatr przyjemnie wiał jej w bladą twarz rozwiewając czarne kosmyki czarnych włosów. Dziewczyna stanęła przed Zakazanym Lasem. Powolnym krokiem weszła do niego rozglądając się dookoła. Nagle zza ciemnych drzew wyszła jakaś dziewczyna. Na głowie miała czarną pelerynę zasłaniającą jej oczy. Widać było z niego białe kły . Jackie odskoczyła. Spod kaptura falowały, długie, białe włosy, więc najwyraźniej była dziewczyną. Jej paznokcie osadziły się na kapturze i powoli zsunęła go z głowy.
C.D.N
P.S. Ta notka jest nie na temat, ale wciągnęło mnie pisanie jej więc dokończę ją kiedyś!

skomentuj (35)

Księga Gości
I write with...
Lily Evans

I read...
Jen Dooley
Elenuś